niedziela, 17 sierpnia 2014

am!

No i stało się. Nawpierdzielałem się borówek. Tak stały i stały, patrzyły i patrzyły, a ja je DZIAB i do buzi. 
Oczywiście wszyscy wiemy, że to tak nie wyglądało. Tylko się z Wami przekomarzam. 
Bo najpierw rodzice debatowali, czy te fioletowe kulki będą kompatybilne z moim (różowym?) brzuszkiem. Oczywiście ja siedziałem wnerwiony, bo ile można czekać, cenne minuty lecą, a ja mógłbym te drobinki już dawno zgniatać palcami!
Jak wreszcie doszli do porozumienia (napisałbym "konsensusu", żeby Wam zaimponować, ale nie oszukujmy się, nie znam jeszcze tego słowa) to mama zrobiła z małej kulki dwie jeszcze mniejsze (kosztem ich kulkowatości)  i wreszcie miałem pełne pole do popisu.
I chociaż na początku grzecznie jadłem, co mi dawali, to potem zdecydowanym i stanowczym ruchem odebrałem to, co stasiowe i zajadałem sam (gdybyście widzieli minę mamy, gdy te małe kulki spadały na moje ubranka :) ). 
Oczywiście nie mamy zdjęć. Ale znowuż wiadomo, że nie zawsze uda się zrobić zdjęcia, a czasem też tych zdjęć robić się zwyczajnie nie chcę. Może, gdybym nie jadł borówek, tylko coś mniej plamotwórczego, kto wie...
Liczę na Waszą wyobraźnię :) Ja i borówki, borówki i ja. Lubimy się. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz