poniedziałek, 25 sierpnia 2014

gdy jest wspaniale

no nie spodziewałem się, że może być jeszcze lepiej, a tu BAM! i stało się lepiej. To znaczy może nie "lepiej". "Lepiej" to złe słowo. Stało się cudownie, jak poprzednio, ale się nie skończyło, tylko trwało dalej. Kumacie?
No chodzi mi o to, że "lepiej" było i jak myślałem, że się skończyło, to się nie skończyło :) Czy jakoś tak.
W każdym razie pojechaliśmy na kolejne wakacje do Chałup, na półwysep.
I chociaż jestem tam częstym gościem, to nigdy jeszcze aż tak intensywnie. Bo tym razem to działo się na całego.
Otóż już na samym początku rodzicie zapowiedzieli, że mają zamiar surfować. Cokolwiek to znaczy. Wiem na pewno, że mama chodziła leciutko poddenerwowana i tylko zerkała za okno na Zatokę.
Jednak nie uprzedzajmy faktów, bo zanim dowiedziałem się co to właściwie oznacza, to rodzicie zabrali mnie pierwszy raz na rower!
Mówię Wam, co za wypas! Po pierwsze, jak podchodziliśmy do wypożyczalni rowerów, to zobaczyłem setki, tysiące, milioooony kół (dobrze wiecie, że uwielbiam wszystko, co ma koła). Zresztą początkowo myślałem, że może dostanę kolejny wózek, ale jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy na dwóch (dwóch! tylko dwóch!) kołach zaczęli montować jakieś siedzonko. Uznałem, że to na pewno dla mamy, że może się boi, albo co, aż tu nagle podnieśli mnie i tam posadzili! A to ci heca! A potem jeszcze zamontowali na moją głową jakąś ogromną machinę, kask, czy co tam.
Przyznam się, że jak tata usiadł przede mną i ruszył, to szybko zorientowałem się po co mam taki niebieski baniak na głowie. I chociaż mogłem tylko pomarzyć o wietrze we włosach (no co! jakieś tam włosy mam!), to przynajmniej byłem bezpieczny jak... jak... hm.. flips głęboko schowany w szafie? Nieeeee... bardziej :)

Ruszyliśmy! I... dalej, kurde blaszka, nic nie wiem, bo jakoś tak wyszło, że słońce, czy coś, że zasnąłem! Obudziłem się nad morzem, pod drzewkiem, na stercie rodzicielskich i babcinych bluz i byłem bardzo zadowolony. Stąd wnoszę, że te rowery, to mi się chyba jednak podobają.


Dlatego bardzo cieszę się, że mam zabrała mnie na jeszcze jedną wyprawę. Tylko, że tym razem chyba chciała pojeździć dłużej, dlatego wsiadłem w trzykołowy pojazd (dwa koła, trzy koła, cztery koła! Z niecierpliwością czekam na jedno!) i muszę Wam powiedzieć, że przejażdżka była... no znowu nie wiem jaka, bo jakoś tak ten sen mnie zawsze zaskakuje w najmniej oczekiwanym momencie. I chciałbym Wam opowiadać, opisywać i w ogóle, ale jak się nie da, to się nie da.
No nic, może innym razem. Tymczasem muszę Wam jeszcze powiedzieć o tym całym surfowaniu. Bo nie ukrywam, że też kilka razy, w czasie jego trwania, zasnąłem, ale, że za każdym razem jedno z rodziców było przy mnie, a drugie na wodzie, to cosik tam podejrzałem.
W skrócie. Bierze się jakąś taką wielką białą dechę, kładzie się ją na wodzie, dokłada się do niej kawałek wielkiego materiału (przypuszczam, że to coś na zasadzie odpowiednio wyciętej pieluchy, czy coś), który przytrzymywany jest na pałąkach, kijkach, cokolwiek i się staje na tej desce i macha tym materiałem. Że też aż tyle ludzi chce robić takie dziwy. No ale rodzicie mieli bardzo uśmiechnięte buzie, więc albo się dobrze bawili, albo dostawali ciepłe mleko. A przyznam Wam szczerze, że butelek to ja tam nie widziałem.
W każdym razie do pary z tym całym surfowaniem były wielkie poduchy, którymi już ja się zająłem...





Jeśli powiem Wam, że zaliczyłem jeszcze spacerek na plażę i wielkie maszerowanie po piasku...



 ... to nikogo nie zdziwi, że byłem taki zmęczony, aż padałem na podłogę :)


cóż :) Takie to właśnie wesołe wakacje :)




No a teraz słuchajcie,
wszelkie nakrycia głowy, takie jak czapeczki, chusteczki (poza moim odjechanym kaskiem) to dzieło Buby oczywiście. Zresztą Buba zrobiła też dla mnie te szałowe portasy z wąsem i ten długi grafitowy rekawek, który na razie możecie podziwiać tylko z tyłu
Moją ulubioną bluzę, która idealnie komponowała się z kolorowymi surferami i deskami i tymi tam... żaglami (tak, już wiem, że to się nazywa żagiel, ta wielka pielucha) dostałem od E-Rafix (lubię takie fotogeniczne paski, to znaczy wiem, że mama lubi)
Ot, cały ja :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz