sobota, 9 sierpnia 2014

ja- podróżnik

To, że podróżować lubię i robię to często, to wie każdy, kto w znajomych ma moją mamę i co rusz migają mu zdjęcia niebieskiego wózka w różnych lokalizacjach (potwierdzam, że prawie :P zawsze w nim jestem). Jednak to, co wydarzyło się dzisiaj przechodzi ludzkie pojęcie! 7 godzin w samochodzie (no ok, były przystanki)! Ostatni raz podróżowałem tak, jak jeszcze byłem szczelnie opakowany. 
Jestem tak niesamowicie poruszony, że aż przełożyłem napisanie wcześniejszych postów, na rzecz tego oto właśnie.
Ale szczerze Wam powiem, że było całkiem nieźle. Ekipa rodzicielska odpowiednio się przygotowała i nawet dostałem nowy fotelik. Taki na pełnym wypasie, z nogami do przodu. Zupełnie inna perspektywa. Czaderska i takie tam. Co prawda okazuje się, że fotelik niemowlęcy ma swoje mocne strony i zdecydowane plusy, ale twardziel ze mnie, to narzekać nie będę.
Poza tym samochód wypchany był po sam sufit zabawkami i flipsami (nie wiem jak rodzicie pomieścili wszystko inne. Jestem prawie pewien, że nie zabrali żadnych swoich rzeczy!), a mama moja gotowa była na całkowite poświęcenie bylebym tylko w ciszy i spokoju dojechał na miejsce. Uznałem, że nagrodzę ten wysiłek i będę najkochańszym synkiem na świecie (oczywiście nie liczę tych momentów kiedy jestem głodny, spragniony, niewyspany, znudzony, posiusiany, pokupkany, znudzony już było?). 

No i kurcze wzięło mnie i pochłonęło całkowicie, to całe podróżowanie. A jak jeszcze zabrali mnie nad jezioro, pozwolili latać (raczkować... wiadomo, że nie latać) po trawie (szkoda, że nie widzieliście jak próbowali mnie z tej całej trawy, piachu, gałązek i wszystkiego, co napotkałem na mojej drodze, wyczyścić!), potem pokazali kury ("dada"), różne cuda i dziwy na stacjach benzynowych (chociaż, jako, że mimo wszystko jestem światowcem, to aż taki podekscytowany nie byłem), a do tego na koniec kąpiel w dużej wannie i ogromny pokój do raczkowania (napisałbym latania, ale boję się, że znowu zostanę źle zrozumiany), to już w ogóle pewny jestem, że to przyszłość moja i pasja wielka (dopóki mnie wszędzie noszą, potem się zobaczy). 
Gdybym jeszcze umiał używać nocniczka, to napisałbym "Stasio podróżniczek narobił w nocniczek", ale, że nie umiem, to nie napiszę. Pa!



No i oczywiście chusteczkę uszyła moja mama :)
a wygodny fotelik do jeżdżenia to Romer


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz