wtorek, 19 sierpnia 2014

się dzieje

No to dzieje się na całego. Nie mogę powiedzieć, żeby wcześniej się jakoś specjalnie nie działo, ale teraz, kiedy tata ma urlop, właściwie nic nas nie wstrzymuje. Ani czas, ani pogoda, ani cokolwiek. 
I tak sobie wędrujemy, jeździmy, oglądamy, zajadamy, bawimy się, cieszymy się, poznajemy, rozglądamy się i dowiadujemy. Nie może być lepiej!
Na przykład dzisiaj już od godziny ósmej rano byliśmy na dworze. Kierunek- Gdańsk. Rodzice nie zabrali tego ogromniastego wózka, co wszyscy możemy w nim siedzieć, tylko ten jeden mój mały (nie ukrywam, że przez chwilę miałem pewne obawy, że zwyczajnie się do niego wpakują) i ruszyliśmy w trasę.
Chciałbym opowiedzieć Wam o niej więcej, ale zupełnie niespodziewanie zasnąłem. Jestem przekonany, że większość winy mogę zwalić na słońce, które okropnie raziło mnie w oczy. Każdy rozsądny i szanujący się bobas by zasnął. Dlatego uważam, że nie powinniście mieć do mnie pretensji. Ok... mogłem nie zasypiać na siedząco, tylko wygodnie położyć się w wózeczku, ale spójrzmy prawdzie w oczy, nikt nie jest idealny. 
W każdym razie, gdy otworzyłem oczy, to okazało się, że rodzice wykorzystali sytuację (przebiegli oni) i zamówili śniadanko w knajpce. Nie powiem, że byłem jakoś szczególnie niezadowolony. 
Po pierwsze dostałem ekstra fotelik, po drugie dostałem FLIPSY! Ah FLIPSY............. zaraz, o czym to ja... ah tak, po trzecie pełno ludzi wkoło i można obserwować do woli, po czwarte całkiem niezłe budyneczki, po piąte słoneczko i jednocześnie cień, więc nie ma strachu, że zasnę znowu. A na dodatek wszystkiego mama zabrała mnie do specjalnego pokoju, krainy zabawkami i klockami płynącej, gdzie właściwie całkowicie pochłonęła mnie obserwacja innego chłopca (starego jakiegoś, na oko ze cztery lata...). Mógłbym powiedzieć Wam, że pewnikiem zostanę antropologiem, ale to kolejne słowo, którego jeszcze nie znam. 
Oczywiście dzień nie skończył się na tym, bo jeszcze spotkałem się z dziadkiem, poszliśmy do jeszcze jednej knajpy na kolorowe mleko (jestem przekonany, że w tych szklankach było mleko. Nie wyobrażam sobie jak można by pić cokolwiek innego!), potem jechałem autobusem z fantastycznymi uchwytami (obłęd normalnie!). Potem dalej bawiłem się z dziadkiem, potem poszedłem do babci i wtedy to się zaczęło...

Zaczęło się znowu, ale byłem na to gotowy. Wszystkie zmysły wyostrzyły mi się maksymalnie. Mięśnie napięły. Byłem czujny, skupiony i gotowy do działania. Zresztą od rana przeczuwałem, że ten moment nadejdzie. Mój instynkt mi to podpowiadał. Ciarki na całym ciele zwiastowały nadchodzące wydarzenia. Nie było sensu walczyć z przeznaczeniem. Należało poddać się opatrzności i losowi. Zaczęło się... POLOWANIE NA KOTA!
Futrzak wiedział co go czeka, jak tylko przekroczyłem próg domu. I chociaż tym razem udało mu się zbiec i futro pozostało całe, to on wie... spotkamy się znowu! 





nie miejcie mi za złe, że po całej akcji znowu zasnąłem. Kot to nie jest łatwy przeciwnik. Ale rozgryzę go, rozgryzę skubańca!


na koniec jeszcze dodam, że troszkę więcej o tym rodzicielskim jedzeniu przeczytacie na fanpage'u Widelec i Nóż,
musicie też wiedzieć, że moją czapeczkę standardowo uszyła Buba,
a na polowanie w wygodne spodnie wyposażyła mnie E-Rafix, za co bardzo jej dziękuję, bo wiecie, bez dobrego sprzętu to upolować mogę najwyżej mysz, a w ferworze walki ostatnie, o czym myśli wojownik, to jego kolana...

6 komentarzy:

  1. A wiesz, że moje też polują na koty. I powiem Ci coś w sekrecie-TO NIE MIJA Z WIEKIEM :)

    zapraszam do nas:

    www.4-us-only.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehehe :) czyli mówisz, że mój kot ma przechlapane już po całości? :)

      Usuń
  2. Ach te flipsy! ;) można dla nich głowę stracić.
    A to krzesełko czarnobiale to restauracyjne wyposażenie? Bardzo ładne i praktyczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. restauracyjne. Ale powiem Ci, że nasze osobiste (Prima Pappa 0-3) spisuje się lepiej niż tamto.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. hihi :) dzięki! sami robiliśmy :P :P

      Usuń