piątek, 6 lutego 2015

jak broić, to broić zapamiętale

Tak! Jeśli jeszcze tego nie wiecie, to dzieci broją. I właściwie wcale nie muszą się do tego jakoś specjalnie przykładać. Wychodzi to całkowicie naturalnie, spontanicznie i nieustannie. Doskonale wie ten, kto choć raz próbował posprzątać dziecięce zabawki (nie dziwcie się, że dodałem "dziecięce" :) Wszyscy dorośli z klockami lego powinni to zrozumieć :)

Pozdrawiam wyjątkowo mojego tatuśka chrzestnego!) i po siódmym razie, jak musiał zaczynać od nowa, zupełnie się poddał.
My dzieci już tak mamy. A im nas więcej, tym proporcjonalnie większy bałagan, chaos i rozgardiasz, ale jednocześnie radość, wesołość i ogólna fiesta (także nie martwcie się, bałaganimy, ale przynajmniej jest radośnie), a tego nigdy nie jest za dużo.
No i oczywiście nie muszę dodawać, że nie ma nic lepszego, niż właśnie takie brojenie w grupie. Bo jeśli ja nie dam rady gdzieś pobroić, to zawsze uzupełni mnie przyjaciel. Mogę mieć wtedy pewność, że robota wykonana jest solidnie, pewnie i całkowicie. Zresztą rodzice nie powinni być za bardzo przerażeni, bo przecież ich też jest więcej :) Mogą naszemu tornadu przeciwstawić się w więcej rąk, także nikogo nie pozostawiamy samemu sobie.
Ah i jeszcze na koniec napiszę, że takie wspólne brojenie oznacza dwa razy więcej przysmaków. Bo to, że moja mama trzyma ryżowe wafle i herbatniki na specjalne okazje, to wiem doskonale. Ale zawsze jest jeszcze jedna mama, która też coś ma pochowanego po kieszeniach. Wiadomo, że prędzej, czy później będzie na to dane (FLIPSY!). Sami widzicie, takie brojenie to nieustanne wygrywanie :) Polecam!
A jak kogoś nie przekonałem, to niech popatrzy na zdjęcia i sam się przekona, jaka to przednia zabawa!





























Na samo wspomnienie robi mi się bardzo wesoło :) Do tego, nie wiem czy zauważyliście, ale bawiliśmy się piaskiem kinetycznym (który poleciła nam ciocia Kasia i bardzo za to dziękujemy!). Bardzo fajowa sprawa, bo nie brudzi, a do tego fascynująco się lepi i można budować i niszczyć i jeszcze budować i jeszcze więcej niszczyć! A jak przez przypadek troszkę się go spróbuje (wiecie jak jest), to też nie ma strachu :) Zapytajcie zresztą mamy, ona wszystko Wam powie!
No i mam więcej zdjęć. Te następne są dziełem cioci Kamili :) Popatrzcie:










Ah co to była za zabawa! My na luzie, mamy na luzie, bezstresowo, całkowity relaks. Takich popołudni nam trzeba! 
Chociaż wcale się nie dziwię, że mama, zaraz po tym jak zasnąłem, postanowiła wziąć długą i odprężającą kąpiel :) I właściwie to muszę podziękować bathing.pl, bo mama następnego dnia była zupełnie jak nowa i do tego od samego rana gotowa do zabawy. Nie wiem, czy to ten owocowy zapach jej pomógł, czy może kolorowa woda. Grunt, że na koniec było bardzo dobrze :)


I żebyście już tak wszystko do końca wiedzieli, to spodenki moje i mojego przyjaciela Kuby, a także jego czapę i komin to uszyła Buba :) Wyglądamy godnie, mam rację?
Miłego wieczoru!

6 komentarzy:

  1. Ależ tam szaleństwo było - już sobie to wyobrażam... dzieci w ruchu aż miło popatrzeć. Chociaż podejrzewam, że na brak sprzątania to Ty nie narzekasz:P

    www.MartynaG.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. u nas mały broi cały czas, a jak widzę ten telewizor to mam stracha - kiedyś wszedł na półkę, złapał się i o mało co nie spadł mi razem z nim...także teraz wisi już na ścianie a ja jestem spokojna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. telewizor też był w pewnym momencie centrum zainteresowania młodego, ale na szczęście udało nam się nauczyć go, że zdecydowanie nie jest o zabawka :) Plus mamy telewizor, ale nie mamy telewizji, więc nie jest aż tak często włączony i wydaje mi się, że przez to młody go nie widzi :P

      Usuń